„Oddycham z ulgą, już wiem, co robić. Delikatnie oddaję knypel do przodu, załamując łagodnie kąt wznoszenia i przechodzę w lot ślizgowy. Zieleń lądowiska coraz bliżej. Tuż nad ziemią ściągam na siebie drążek sterowy. Przycieram do gruntu prawie bez wstrząsu i bocznego zwisu. Szybowiec jeszcze chwilę sunie po trawie, wreszcie staje. Przez moment balansuje na płozie, w końcu łagodnie opada na skrzydło. Udało się! Jestem z siebie dumny. Wcześniej od innych znalazłem się w powietrzu. Świadomie przełamałem barierę niepewności i zwykłego lęku.
Ale mój postępek nie znalazł uznania ani w oczach instruktora, ani kierownictwa kursu. Zmieszano mnie z błotem za samowolne łamanie toku szkolenia, ostrzegając, że jeśli jeszcze raz wpadnie mi do głowy podobny pomysł, zostanę natychmiast skreślony z listy kursantów i odesłany do domu. Chyba przełożeni mieli rację i słów nie rzucali na wiatr. Stałem się przeto „cichy i pokornego serca", rezygnując z niebezpiecznej samodzielności.
Koniec z szuraniem po trawie. Przechodzimy do lotów ślizgowych ze stoku Żukowa, co kilka dni z coraz wyższego punktu. Trzeba siłą własnych rąk, kilkanaście razy dziennie, wciągać szybowiec zamocowany na małym wózku. Mordercza praca w tym upale, ale warto wypruć z siebie resztę sił, by ponownie znaleźć się między ziemią a niebem i bujać jak Ikar w promieniach słońca. Niezapomniane przeżycia.“(2)
konferencje mazury |Bwin |Gry Dla Dzieci