„— O jakim powrocie gadasz To ty sobie wracaj, ja zostaję.
— Zabieraj się — rozkazał Karol — ja nie żartuję. Właź na muła i ruszaj przodem. Nie próbuj uciekać, bo znajdziesz się na ziemi po raz drugi. No!
Po tym „no" Carty, łagodny jak baranek, podniósł się.
— I cóż mi zrobisz, ty amatorze lassa Nigdzie nie pojadę.
— Człowieku, nie bądź głupi!
— Kto jest głupi, jeszcze się okaże. Zabieraj swoje szkapy i ruszaj. Przecież mnie nie zastrzelisz
— Nie — przyznał Karol. — Mam inne sposoby.
Posunął się o krok i nim Carty się spostrzegł, otrzymał cios pięścią prosto w szczękę. Zachwiał się i runął.
— Jedziesz
— Oooch... — zajęczał pokonany.
Podniósł się niezgrabnie i pocierał policzek. Miał dwa czerwone ślady na twarzy i nienawiść w oczach.
— Ty wściekły kowboju! — wrzasnął nagle i skoczył na Karola. Nim zdążył uderzyć, znalazł się na ziemi.
— Jedziesz
— Niech cię... jadę. Mam chyba złamany ząb...
— Czemuś się upierał Wstawaj!
Karol schylił się, chwycił leżącego za kołnierz koszuli, aż trzasnęła ostrzegawczo, i pomógł mu wstać.
— Ale ty masz siłę! — zdumiał się Carty. — Myślałem, że z ciebie jakiś miejski paniczyk, co palcem ruszyć nie potrafi. Oj — złapał się za szczękę. — Nigdy nie będę ludzi oceniał po odzieży.“(5)